Ostatnie 20 lat to spory wzrost zainteresowania tzw. medycyną botaniczną. Stało się standardem izolowanie skoncentrowanych form „aktywnych” związków wyekstrahowanych z niezliczonych cząsteczek wytwarzanych przez rośliny. Niestety, ale przez to wiele produktów ziołowych stawało się coraz bardziej podobnych do narkotyków.
Oczywiście, standaryzacja i ekstrakcja pojedynczych związków ma również swoje zalety np. bardziej precyzyjną kontrolę dawkowania. Są też i wady. Niektórzy zwolennicy medycyny ziołowej twierdzą, że ważne efekty zdrowotne mogą zostać utracone, jeśli nadmiernie uprościmy złożoność ziół. Jeśli będziemy postrzegać żeń-szeń tylko jako „dostawcę” ginsenozydów, oregano jako monoterpeny, czy kurkumę standaryzowaną po kątem ilość kurkuminoidów, to mocno ograniczamy ich siłę działania.
W niektórych przypadkach wysoce skoncentrowane, jednoskładnikowe ekstrakty ziołowe nie przynoszą oczekiwanych korzyści, choć co innego mówi historia stosowania danego zioła czy badania in vitro.
Dalsza część w planach Standard i PRO
Pełna treść materiału — dostępna w planach Standard i PRO.
Zobacz plany
Masz już konto? Zaloguj się