This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.

This Is A Custom Widget

This Sliding Bar can be switched on or off in theme options, and can take any widget you throw at it or even fill it with your custom HTML Code. Its perfect for grabbing the attention of your viewers. Choose between 1, 2, 3 or 4 columns, set the background color, widget divider color, activate transparency, a top border or fully disable it on desktop and mobile.

Odpowiedzi dla hejterów

Home/Książki/Odpowiedzi dla hejterów

Odpowiedzi dla hejterów

Negacja i hejt w dobie internetu stał się codziennością. Powstają na ten temat książki, szkolenia. Psychologowie coraz częściej pomagają osobom „zniszczonym emocjonalnie” przez innych userów. Medycyna naturalna również ma swoich zwolenników jak i przeciwników, a zawiść niektórych osób jest prawie tak duża, jak w tematach politycznych.

Raz na jakiś czas i ja dostaję meile od wszystkowiedzących znawców tematu. Jak mam wenę to odpiszę, a jak nie to temat olewam.

Zadziwia mnie tylko fakt, jak słabym trzeba być, by dążyć ciągle do negowania, krytykowania, uważania siebie za „specjalistę” a resztę za debili. Jeśli coś nie leży w ich światopoglądzie, to trzeba to zanegować, zjechać, wyszydzić.

Mój blog i moje artykuły to moje spojrzenie na zdrowie. Słowo klucz: MOJE. Spojrzenie praktyka. Nie podoba Ci się, to nie czytaj. Znajdź sobie taką stronę która Ci odpowiada, załóż swoją, albo idź poczytaj jakąś książkę. I przy okazji zapoznaj się z NOTĄ PRAWNĄ.

Dziś wstawiam rozdział z nowej książki, która ukaże się na jesieni 2016.

Rozdział nosi górnolotny tytuł: „Odpowiedzi dla hejterów”. Wiem, że i ta książka będzie zhejtowana. Bo albo komuś wyda się za prosta, albo ktoś będzie znał techniki, albo będzie chciał dać ujść swojej żółci. Whatever.

„Vivat Polonia frustrata! Vivat Dąs Psychopata!” – Strachy na lachy

„To ściema. On na pewno sprzedaje jakieś suplementy i będzie je reklamował”.
Niczego nie sprzedaje. Nie mam swojej linii suplementów. Tak, mam swoje własne mieszanki które stosuję i nawet je nazwałem np. Herbs 12, ale nie sprzedaję ich. Z resztą nie ma nic złego w tym, że ktoś wyszedł innym na przeciw i zlecił wykonanie suplementów, za które szczerze może poświadczyć np. dr Matthias Rath, dr Joseph Mercola, Jerzy Zięba, dr Josh Axe i wielu innych.
Osoby które prowadzę proszą mnie, abym polecił im produkty które są dobre i na prawdę działają. Dla mnie liczą się rzetelne informacje oraz jak najtańsze formy powrotu do zdrowia.

„Dlaczego mam wierzyć, że to działa?”
Nie musisz mi wierzyć. Sprawdź i dokonaj wyboru.

Gdy ktoś zaczyna teoretyzować, a niczego nie doświadczył, to przypomina mnie się cytat pewnej kobiety polityk który przeczytałem w jednej z książek Mirsakarima Norbekova – „Seks – to przecież nudne zajęcie, czytałam o tym!”.

Ja tylko (albo aż) przekazuję wiedzę. Wiedza ta pomogła ogromnej ilości osób. Czy zechcesz ją wziąć dla siebie, czy nie, to zależy tylko od Ciebie.

„Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach”. – powiedzenie sufickie

„Nie jesteś lekarzem, skąd masz wiedzę?”
To prawda, nie jestem lekarzem i nie ma żadnego wykształcenia medycznego. Znam za to lekarzy, którzy zachłysnęli się „dr” przed nazwiskiem i spoczęli na laurach ograniczając się jedynie do sprzedaży leków (a ponoć mieli leczyć i edukować). Nie jestem lekarzem, a przedstawione tu metody, to opinie które czytelniku możesz rozważyć. Opinie oparte na potężnych fundamentach. Niczego i nikogo nie leczę, od tego jest lekarz.

Swoją wiedzę posiadam od autorytetów medycyny ortomolekularnej, z ich publikacji, wystąpień, książek. Nie tylko od teoretyków, ale przede wszystkim od praktyków którzy mieli i mają efekty. I to jaaa-kie efekty. A stosowali proste kuracje (często oparte tylko i wyłącznie na witaminach i minerałach).

Uczę się i korzystam z tych samych książek co studenci medycyny. Większość literatury medycznej nie wspomina nic a nic o naturalnym leczeniu. Tak jakby ta forma nie istniała. Są również napisane takim językiem, że nawet lekarzom nie chce się ich czytać. Nie wspomnę, że i ceny tych książek wybitnie odstraszają.

Korzystam z baz medycznych, literatury medycznej oraz doświadczenia niesamowitych lekarzy. Niektórzy z nich niestety już odeszli z tego świata, dożywszy sędziwego wieku. Jakie to nazwiska? Linus Pauling, Roger J. Williams, Abram Hoffer, William J. McCormick, Matthias Rath, William Kaufman, Hugh Desiax Riordan, Frederick Klenner, Andrew W. Saul, David Brownstein, Daniel G. Amen, Joe Dispenza, Walter Last i wielu innych.

Szczególnie cenię sobie wiedzę którą przekazał mnie osobiście Serge Kahili King. Wiedza ta, bardzo mi pomogła w trudnym okresie mojego życia.

W książce tej znajdziesz odnośniki do badań naukowych oraz bibliografii którą polecam. Wystarczy przeczytać i wyciągnąć wnioski.

„Nie rozumiem tego bumu na medycynę naturalną. To wszystko znachorzy i szarlatani którzy chcą zarobić na chorobach.”
A tam bum. Ludzie od zawsze próbowali sobie pomóc wszystkimi możliwymi sposobami. Obecnie wiedza o zdrowiu została sprytnie ukryta. Wmawia się nam, że zdrowie zależy od lekarzy i farmacji. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Jak sam nie zadbasz o siebie i swoje zdrowie, to nikt tego nie zrobi. Dlaczego? Bo kogo interesują Twoje problemy?
Czy myślisz, że lekarza obchodzi to jak się czujesz? Lekarze mają to gdzieś. Ok, uogólniłem, bo są i tacy którzy pomagają i chcą to robić jak najlepiej, ale „strzelam” ok. 90% lekarzy pierwszego kontaktu ma gdzieś Twoje zdrowie. Nie uczą pacjentów jak mają dbać o siebie. Dlaczego? A za co by żyli, jeśli ludzie pozostali by zdrowi?

Clinton Ober w książce „Jak czerpać zdrową energię z Ziemi” tak opisuje swoje spotkania z naukowcami i lekarzami: „Jeden z lekarzy powiedział mi, że nawet gdyby to, co mówię było prawdą, to dlaczego miałby zalecać swoim pacjentom, by zdejmowali buty i zdrowieli całkiem za darmo?”

Czy takie podejście lekarzy sprawia że altermed jest lepszy? Nie jest lepszy. Bo każdą pracę wykonują ludzie. A są ludzie i ludzie. I tak jak wśród lekarzy są Ci którym można stawiać pomniki, tak i są Ci, którym powinno się postawić pomnik nagrobkowy. W przypadku zielarzy, dietetyków klinicznych, naturopatów, znachorów, szamanów i innych „cudaków” też są tacy którzy psują i mieszają.

Odpowiadając na zarzut – zarabiania na chorobach, to jedyny zarobek – i to POTĘŻNY – mają firmy farmaceutyczne. Tylko i wyłącznie oni. Wystarczy przejrzeć statystyki zarobków. Ilość zer miażdży i szybko sprowadza na ziemię.

 „To co piszesz nie ma żadnego poparcia w badaniach!”
Hmm…chyba jednak ma, skoro podaję odnośniki do prac naukowych.

Dr David Brownstein, mega specjalista od tarczycy tak pisze na swoim blogu: „Pamiętam, kiedy kończyłem studia medyczne, dziekan powiedział – ” Wszystko czego się nauczyliście to najbardziej aktualne informacje na temat medycyny. Niestety, 50% z tego, co umiecie jest błędne. Waszym zadaniem jest dowiedzieć się które to 50%.” Pamiętam uczucie oszołomienia po wykładzie dziekana. Teraz, 26 lat później, myślę, że dziekan był zbyt ostrożny. Myślę, że około 75% tego, co mnie uczono było błędne.”

Na każde badanie znajdzie się grupa badań które jemu zaprzeczą. Nie wspominając o badaniach sponsorowanych.

Jednego dnia czytam, że czerwone wino jest dobre, bo zawarte są w nim polifenole, OPC oraz resweratrol są w stanie przedłużyć nasze życie chroniąc nas przed chorobami układu krążenia, a następnego dnia dowiaduje się, że to samo wino może skrócić nasze życie, ponieważ osłabia wątrobę. Za jakiś czas dowiaduję się, że to tylko czerwone wino i tylko w ilości jednej lampki dziennie jest zdrowe, a białe to już nie koniecznie. Nie dawniej jak wczoraj, czytam badanie które wykazało, że w przypadku stwardnienia rozsianego wino nie działa, ale jeden drink w tygodniu mocnego alkoholu np. rumu jest w stanie zmniejszyć ryzyko rzutu o 30%. Nie jest łatwo się w tym odnaleźć i zdecydować w co wierzyć? Odpowiedzią jest bioindywidualność. Nie ma statystycznego człowieka i nie ma statystycznej choroby. Nie ma, nigdy nie było i nie będzie.

Współczuję każdemu kto swoje życie opiera tylko na badaniach naukowych. Marnie skończy.

„A co jeśli to nie działa?”
Oczywiście, może się tak zdarzyć, że na Ciebie dana kuracja nie zadziała. Nie panikuj i jeśli to nic poważnego (np. oparzenie słoneczne), to zastosuj inną kurację. Specjalnie podałem wiele rozwiązań. Efektywność jest miarą prawdy.
Czasami nie da się usunąć bólu od razu, ale możesz od razu podjąć pewne kroki, które pozwolą Ci szybciej wrócić do zdrowia. Im szybsza będzie twoja reakcja, tym skuteczniejsza będzie dalsza terapia.

”Czy powinienem zrezygnować z odwiedzania lekarzy, skoro i tak nie bardzo mi pomagają?”
Nie rezygnować, ale zmienić. Poszukaj takiego, który chętnie Cię wysłucha i odpowie na Twoje pytania. Ale jeśli chcesz z nim dyskutować, to musisz mieć wiedzę. A większość z nas boi się zadawać pytania, bo jaśnie wielmożny Pan doktor poczuje się urażony.

Jeśli zdiagnozowano u Ciebie chorobę, to dowiedz się o niej wszystkiego co tylko możliwe. Porusz tematykę akademicką i alternatywną. Zbierz ogromną ilość wiarygodnych badań. Jeśli nie wiesz jak do tego podejść, to umów się na konsultację z naturopatą czy dietetykiem. Oni Ci pomogą i pokażą różne alternatywy. Tu chodzi o Twoje zdrowie i życie. Twoja wiedza to mapa. Z mapą też da się pobłądzić, ale szybciej wrócisz na odpowiednią drogę i dotrzesz do celu.

Lekarze są nam bardzo potrzebni, ale powinni pracować dla nas i z nami, a odnoszę wrażenie, że to my jesteśmy dla nich. Ilekroć słyszę, że ktoś poszedł do lekarza z wałówą, to aż krew mnie się gotuje. Sami nauczyliśmy ich tego i dalej uczymy.

To my zatrudniamy lekarzy. To oni pracują dla nas i mają to robić najlepiej jak potrafią. 

Lekarz to ekspert którego zatrudniasz. Płacisz mu za poradę, diagnozę, konsultacje, krótko mówiąc za znalezienie rozwiązania Twojego problemu. Jest on podwykonawcą. Wykonawcą jesteś tylko i wyłącznie Ty drogi czytelniku.

Dam Ci taki przykład. Jeśli weźmiesz ekipę do remontu domu i zobaczysz, że nie słuchają tego co masz do powiedzenia, nie odpowiadają na Twoje pytania, nie interesuje ich czy ściany mają mieć kolor zielony, czy niebieski, bo to oni są specjalistami i wiedzą lepiej, a Ty masz wykonać ich polecenia, to będziesz chciał, aby taka ekipa robiła Ci remont? Jeśli budowlańcy zawiodą, to przyjdzie inna ekipa i poprawi ich błędy, ale zdrowia po dwunastej serii antybiotyku tak szybko nie odbudujesz. Wg. niektórych badań, dobroczynnej mikroflory jelitowej nie odbudujesz już nigdy.

Lekarz musi być również świetnym aktorem. Wg. mnie połowa sukcesu w leczeniu zależy od nastawienia chorego i lekarza względem siebie. Jeśli chory nie zaufa lekarzowi, to proces zdrowienia będzie bardzo opóźniony, a czasami po prostu nie zadziała.

„ Nie stać mnie na te wszystkie Twoje kuracje”
To częste stwierdzenie. Zdarza mnie się, że odpiszę komuś z zasugerowaniem wprowadzenia np. jakiejś witaminy i dostanę za chwilę „jadowitego” meila zwrotnego.

Poleciłem kiedyś osobie z migotaniem przedsionków wprowadzić do diety naturalną witaminę E najlepiej w formie tokotrienoli i tokoferoli. (inspiracja od dr Andrew Saula – Wylecz się sam). Osoba ta, znalazła jeden z droższych suplementów na rynku, przeliczyła, że w dawce którą proponuję będzie ją to kosztować ponad 700zł miesięcznie. Dostałem kulturalną zwrotkę, że nie stać ją na tą witaminę. Na szczęście ta osoba okazała się rozumna i kulturalna, ale uwierz, że zdarzają się ostrzejsze meile.

Jeśli tylko mogę to informuję jak najtańszymi sposobami można sobie pomóc. Bez drogich suplementów. Niestety czasami nie da się inaczej. Jeśli kogoś nie stać na suplementację najbardziej zbliżoną do naturalnej, to niech stosuje inną, ale niech stosuje.

Jeśli kogoś nie stać na pełne 8 form witaminy E, to niech wybierze tylko 4 formy (np. same tokoferole), a jeśli i to będzie za dużo, to niech wybierze tylko jedną formę (D-alfa-tokoferol). Jedna forma kosztuje ok. 40zł za 100 kapsułek. To jest tylko przykład, ale obrazujący, że warto szukać dobrych suplementów, które nie nadwyrężą naszego budżetu. Są takie w sprzedaży.

Pamiętaj, że suplementami ratujesz się tylko wtedy, kiedy wiesz, że w diecie nie dostarczysz niezbędnych składników odżywczych. A skąd to wiedzieć? Poznać wartości odżywcze owoców i warzyw i nauczyć się przeliczać. Oczywiście, wynik będzie bardzo orientacyjny, ale zawsze coś da.

”Suplementy nie są badane i mają szkodliwy wpływ na nasze zdrowie”
Tak. To prawda. Nieumiejętne stosowanie suplementów, kupowanie słabej jakości produktów zawsze może być niebezpieczne dla naszego zdrowia. Ale jedząc mielonkę z konserwy też możesz bardzo sobie zaszkodzić (jad kiełbasiany).
Jednak, wystarczy przeczytać ulotkę pierwszego lepszego leku, żeby przerazić się ilością skutków ubocznych. Ale kto to czyta? Ulotki są tak długie, że czytamy tylko początek, gdzie jest opisane dawkowanie oraz na co niby dany lek ma pomóc. Dlatego mam prośbę. Czytajcie zawsze od końca. To tam jest „najciekawiej”. Inna sprawa to czy jest coś takiego jak efekty uboczne? Wg. mnie nie ma. To są takie same efekty, jak te dzięki którym promuje się dany lek.

Bardzo fajnie apteki określił Robert Rutkowski – znany psychoterapeuta – „Najlepsze dealernie na świecie to są w tej chwili apteki. W cale nie trzeba do dealera jeździć żeby mieć świetny towar”.

Więcej i ciekawiej już jesienią…i oczekujcie najlepszego 🙂

By | 2016-10-28T16:03:51+00:00 7 lipca 2016|Książki|2 komentarze

2 komentarze

  1. Kasia 1 sierpnia 2016 at 15:09 - Reply

    Bardzo fajnie sie zapowiada książka 🙂 Już nie mogę sie doczekać :)) ładny „wysyp” będzie 🙂 Pan, Jerzy Zięba i dziewczyny MedFood :))

  2. Jola 25 stycznia 2017 at 10:13 - Reply

    Panie Sebastianie, jem z mężem od miesiącą Vitacor plus i koenzym Q 10.Mamy po 60 lat.Jedliśmy już przeróżne witaminy, po których nie zauważyliśmy jakiejś najmniejszej poprawy samopoczucia.. Pan kiedyś polecił jakiejś Pani Vitacor plus- bo zapytała Pana o dobre witaminy, dlatego ja też je kupiłam i kupie następne.Co zauważyłam po miesiącu? Dziwnym trafem przestały mi krwawić dziąsła, a mocno krwawiły, ktoś powiedział mi ostatnio: Jola , ty już prawie nie chrząkasz i nie kaszlesz. Ostatnio opiekowałam się moją chorą mamą, nie spałam wiele nocy, ale mam więcej siły- no niby skąd. Przeziębiłam się, katar, kaszel i temperatura trzymały tylko dwa dni, a nie wzięłam wtedy nic innego tylko te witaminy bo nie miałam czasu zajmować się sobą.Ostatnie dwa lata żyłam w wielkim stresie i dlatego zaczęłam sama szukać pomocy zeby się wzmocnić, bo lekarz przepisywała mi albo Hydroxizinum albo Oxazepan i tyle.Wywaliłam te recepty i zaczęłam szukać. Trafiłam na Sygnaturę zdrowia, wykłady Pana Zięby, medycynę komórkową.Dzięki stronie Sygnatura zdrowia, zrozumiałam ze zdrowie moje i mojej rodziiny jest w moich rękach. Dlatego zamierzam Vitacor plus dr. Ratha jeść przez dłuższy czas, przekonałam już do tych witamin koleżankę i część rodziny. Pozdrawiam serdecznie

Leave A Comment

Inline
Inline